Wieści z frontu.
( 2010-05-07 17:31:45 )
...Żyję!Ale co to za życie..? Jak żyję?Jednym słowem - INTENSYWNIE... Nawet bardzo... za bardzo... przynajmniej zawodowo.Nie wiem jak ja przeżyję następny tydzień. Nawet nie chcę słyszeć, że ktoś idzie na urlop, bierze jakieś wolne czy tym podobne. Dzisiaj w pracy myślałam, że oszaleję, wyzionę ducha albo dostanę nerwicy. Albo wszystko na raz. Na głowie cała Kancelaria i jak na złość milion rzeczy do zrobienia, milion telefonów, milion pism i z każdej strony coś. A do tego Kampania 2010... Obudzili się, kurde! Przyjmujemy wnioski od 15 marca, ale po co złożyć wcześniej, skoro można tydzień przed końcem! Skoro dzisiaj był taki kocioł, to sobie nie wyobrażam co będzie przez następny tydzień, gdzie biuro otwarte od 6 do 22... Że też akurat mi przypadło raportowanie... Czasem (nieskromnie powiem) nie warto wpaść w oko kierownictwu :(I jeszcze muszę pracować z takim pustakiem, no dlaczego? :( Na tą laskę normalnie szkoda słów i gdyby nie fakt, że jest w ciąży (czego też nie powiedziała jak ją na staż przyjmowali...a niedługo idzie na zwolnienie, bo jak sama stwierdziła - nie chce jej się już pracować, bo po co, skoro kasę i tak będzie dostawała na zwolnieniu), to chyba dzisiaj by dostała w kły. Jak ją widzę, to mi się normalnie gotuje wszystko... jak ją słyszę, to się zastanawiam czy ona jest normalna chociaż w jednym calu... I tak zaczęłam rozkminiać czy to ze mną jest coś nie tak, ale na szczęście inni mają podobne refleksje dotyczące "koleżanki z dołu" jak ją nazywamy (bo pracuje na dole, my na piętrze). Reakcje innych to odruch wymiotny, natychmiastowe popsucie humoru albo jeszcze szybsza "konieczność" wizyty w toalecie, u kierownika, gdziekolwiek, byle tylko za Tobą nie polazła... Mam jej dość! łazi ciągle i każdemu trąbi jak to ona się nudzi i że nie ma co robić, a nam za przeproszeniem pot po dupie leci! A powiedz takiej, żeby coś pomogła, to usłyszysz "Nie będę Ci odbierać tej przyjemności" albo jej ulubione "Weź przestań". Ale ja z tym porządek zrobię, tak nie będzie, o nie..! Nie będę sobie żył wypruwać dla idiotki, nie dla niej! Już znalazłam na nią sposób, muszę się tylko ładnie uśmiechnąć do zastępcy kierownika, który jej nie lubi, to ją pogoni do roboty Przepraszam, że musicie to czytać (hm, w sumie nie musicie, nikt włazić nie kazał :P), ale się musiałam z tym jakoś uzewnętrznić...Co do dietowego aspektu mojego życia - jak na razie taki nie istnieje. Przychodzę do domu i padam na twarz normalnie, ale sobie mówię, że jeszcze tydzień i jakoś będzie...Ćwiczeń zero, tylko na piechotkę do pracy i po pracy, kalorii nie liczę, bo mi się nie chce, posiłki w miarę regularne, bo przerwy w pracy mam o stałej porze Dużo piję, bo jakoś mam zapotrzebowanie ostatnio... O i kupiłam sobie herbatkę miętową z jabłkiem, pyszna mówię Wam :) Z herbatowych rewelacji jeszcze ostatnio szaleję za zieloną herbatą z grejpfrutem - do picia mniami, ale do jakiegoś posiłku nie polecam, bo bardzo zmienia smak :PO i jeszcze z rewelacji jedzeniowych - w Biedronce ostatnio wyczaiłam coś takiego jak jogurt wiśniowy z migdałami... zakochałam się jak ktoś lubi wiśnie i migdały koniecznie niech spróbuje :PJutro ważenie - jak nastroje? Ja niech się wali i pali, muszę coś zgubić, przecież to cholerne 64 kg nie może być prawdą! ...