Kontakt   |   Pomoc   |    Załóż konto   |    Moje konto

Ostatnio dodane zdjęcia

Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

dowiecie się wszystkiego w swoim czasie

Słowa kluczowe

papierosnica

kobieta, 23 lat,

165 cm, 53.00 kg więcej o mnie



Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Masa ciała

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy

czyżby wyzwanie?

21 września 2010 , Komentarze (2)

Troszkę spóźniony ten wpis, ale albo nie ma neta, albo czasu, albo mnie. Nieważne, skumajcie jaki motyw: mój tępawy brat skinhead, z którym szczerze się nie cierpimy postanowił się odchudzać (pewnie dla jakiejś równie tępawej panny)! Mam teraz cudowną motywację żebym wróciła do swojej dietki i pokażę mu, że pierwszy spęka! zresztą jakbym mogła przegrać? Oj, bawi mnie to i cieszy niezmiernie Startujemy od jutra

Dodaj komentarz

replay...

18 września 2010 , Komentarze (2)

Ech, długo nie pisałam, wiem. Po prostu wszystkie możliwe problemy zwaliły mi się na łeb, wszystkie odwlekane sprawy i parę nowych problemów. Na dodatek dowiedziałam się, że mój facet w ciągu 6 m-cy może umrzeć....... Ciężko mi o tym myśleć, a co dopiero pisać na ten temat. To wszystko jest takie...takie...nie mogę, przepraszam.......Ale wiem, że oboje musimy być silni i będziemy walczyć. Sytuacja jest ciężka, ale jeszcze nie przesądzona. Teraz potrzebuję tylko ogarnąć się na nowo. Przyznam, że w międzyczasie zaniedbałam się totalnie, ale kto by myślał o tym w takich chwilach jakie teraz przeżywam?! Ale wracam, poukładałam sobie wszystko w głowie na spokojnie i mam siłę, żeby działać. Proszę Was tylko o nieco wyrozumiałości jeśli będę mieć wahania nastrojów czy inne takie chwilowe przypadłości i...bądźcie przy mnie. Wiem, że Vitalia służy głównie wspieraniu się w diecie, a nie pisaniu o takich problemach, ale musiałam to z siebie wyrzucić. Jutrzejszy wpis będzie już "normalny"
Dodaj komentarz

dzień 21

11 września 2010 , Komentarze (4)

No dobrze, jeśli to ma mi pomóc to od jutra będę jeść to nieszczęsne mięcho. Niestety nie mogę go zastąpić większą ilością soi, fasoli czy innych roślin strączkowych. Muszą być to białka zwierzęce. Trudno, przeżyję- to przecież nie znaczy, że mam jeść mięso codziennie, prawda? A dzisiaj wstyd się przyznać, ale wpakowałam w mój żołądek same śmieci

I. pół bułki z pasztetem sojowym

II. vegeburger

III. banan

IV. dwie garści snacków

Mam jednak nadzieję, że cały dzień w terenie pozwolił mi spalić przynajmniej część tego dziadostwa. W sumie kalorycznie nie przekroczyłam nawet 1000kcal, myślę, że było to ooło 700. W sumie nie jest tak źle. Jednakowoż śmieciowemu żarciu mówimy "pa pa"

Dodaj komentarz

dzień 20

10 września 2010 , Komentarze (1)

Wszystko wróciło na właściwe tory. Pokonałam lodówkowego demona Zastanawiam się tylko nad jednym... Widzicie, bo ja jestem vege (chyba nawet w którymś wpisie o tym wspominałam), a ostatnio na wizycie lekarz nakazał mi wrócić do spożywania mięsa. No i doradźcie mi: co robić?! Ok, z tego co pamiętam lubię mięso, ale nie mogę patrzeć na krzywdę zwierząt. Jedząc "normalnie" na pewno poprawię moje wątłe zdrówko, a zostając przy wegetarianizmie pozostanę w zgodzie ze swoim sumieniem. Hmmm... Doprawdy nie mam pojęcia co z tym zrobić
Dodaj komentarz

dzień 19

9 września 2010 , Komentarze (1)

Pełna mobilizacja! Z rańca 200 brzuszków.
Dodaj komentarz

dzień 18

9 września 2010 , Skomentuj

pogrążam się w obżarstwie. co ja wyprawiam?!
Dodaj komentarz

dzień 17

7 września 2010 , Skomentuj

Jem, podjadam, gryzę, żuję, żrę, przegryzam, ciamkam, mielę, wpierniczam, wciągam itd

100 brzuszków zrobionych na "odwal"

Dodaj komentarz

dzień 16

6 września 2010 , Komentarze (1)

No nareszcie przezwyciężyłam moje niechciejstwo i lenistwo i wróciłam do robienia setki brzuszków dziennie. Do tego zrobiłam 8 min legs. Myślę co by jeszcze tu dołożyć, ale najpierw zobaczę jak długo pociągnę z tym co już jest, jak długo wytrzymam. Ach, rzec by można:"idealnie!". By! Bo mam jakieś takie wrażenie, że dziś cały dzień jem jak wieprz. W sensie apetytu, a nie sposobu oczywiście (żeby nie było!) 

I.jajko na miękko i pół bułki

II. kubek zupy szpinakowej

III. deser "piruet"

IV. jeszcze kubek zup

V. trochę kukurydzy i 2 kromki z serem i pomidorem

Po-ra-cha!

Dodaj komentarz

dzień 15

5 września 2010 , Komentarze (1)

Boli mnie ząbek...Ała... Jak widać niedziela nieciekawa. Mimo to podjęłam nadludzki wysiłek i ćwiczyłam (całe 8 minut)  Ale wiecie jak to jest - zimno jak na diabli i jak tu się ruszyć z cierpliwie wygrzewanego miejsca? Na myśl o wizycie w ubikacji robi mi się chłodniej (bo tam kafelki i zimna posadzka), a co dopiero... Brr, na samą myśl robi mi się zimno. Choć może jakbym poćwiczyła to bym się ogrzała? Za to dietka dzisiaj elegancko- zapiekana paryka, sałatka i nawet mogłam sobie do tego pozwolić na kubek budyniu. Nawiasem mówiąc nie ma to jak siorbnąć sobie gorący budyń przy takim deszczu. Mmm

Dodaj komentarz

dzień 14 - wczoraj

5 września 2010 , Komentarze (2)

Dzisiaj cały czas na zmianę jadłam i leżałam... Bolała mnie głowa, było mi zimno no i żeby nie czuć się tak nieszczęśliwie to jadłam. Ćwiczeń też nie było, no bo jak to wysunąć się spod kocyka? W sumie nawet nie zjadłam dużo tylko byle co - zupkę, 2 racuchy z jabłkiem, trochę leczo z kromką chleba, 2 cukierki, paluszki i kolbę kukurydzy (kit z tym ile naładowałam sobie masełka heheh). Odpokutuję to. Obiecuję

Dodaj komentarz