Moj 7 dzien zmian wypada w niedziele, a ja bardzo, bardzo, bardzo nielubie niedzieli, chyba jeszcze bardziej niz poniedzialkow! Niedziele zawsze wydaja mi sie takie monotonne, kojarza z kosciolem,rodzinnymi obiadkami, czy pogawedkami przy ciachu, w rodzinnym gronie oczywiscie. Coz, rodzice lubia te male rytualy, a najbardziej podtrzymywanie tych polskich tradycji, co oczywiscie bardzo popieram, lecz nie zawsze dobrze im to wychodzi w praktyce, trzeba byc jednak polakiem, z przynajmniej ograniczana wiedza co do czego aby zrozumiec koncepcje :)
Oczywiscie dzis juz rytual zaliczony,wiec mialam nadzieje,ze zalicze wkoncu dzien leniucha, najprosciej mowiac, przespie pozostala czesc dnia. No ale oczywiscie ja i planowanie nie ida w parze! Po porannej, (jak dla mnie to byl srodek nocy,i znowu sie nie wyspalam) mszy, zostalam powiadomiona wszem i wobec,ze jakas szanowna cioteczka, tak zwana dziewiata woda po kisielu wzgleden pokrewienstwa ,stawi sie u nas na obiedzie z rodzina, wiec mi w dzialce przypadlo przygotowywanie przekasek i salatek. I to jeszcze zeby to byly moje pyszne salatki ale nie, te mialy plywac w majonezie i sosie cebulowo, czosnkowo- chili. Jak moglam zrobic salatke z majonezem jak ja nie znosze majonezu, czosnek i cebula? Od dziecka mam wstret i od tego zawsze sie trzymam z daleka, jedynie szczypiorek toleruje, a chili, hmm chili to chili, nie dla mnie! Wiec spedzilam sporo ponad godzine w kuchni, krojac i siekajac poszczegolne skladniki, nastepne odrobine monotoni i przygotowywanie koreczkow i calamari, a na koncu placz przy krojeniu cebuli. Odmowilam przygotowywana sosow bo jak moge to zrobic skoro nie cierpie glownych jego skladnikow- smakowanie wiec odpada, i pod pretekstem zajecia sie Kubusiem wymknelam sie z domu. Ale wzielam go ze soba na spacer i plac zabaw. Zawsze to lepsze niz zabawy z cebula i karkowka. Kurcze u mnie na obiad karkowka a ja wciaz mam ochote na tego lososia, nie ma zmiluj jutro sie po niego pofatyguje( a karkowki i tak nie jadlam). Dzis mam oficjalnego, niedzielnego lenia! Nawet pierwszy zestaw callanetics zrobilam poznoooooo dzis, a jeszcze wieczorem mnie czeka, jej jak mi sie nie chceee, nic mi sie nie chce! Obecnie siedze sobie w swoim malym zaciszu ukrywajac sie przed ciotka i jej rodzina,o ktorej jeszcze do dzisiaj nic w zyciu nie slyszalam. No nie dokonca sie ukrywam, bo wszystko na legalu haha,moj nastepny dzisiejszy pretekst to nauka!
Nadodatek facet siostry tak dlugo machal mi ulubionym piwem przed nosem,ze az sie skusilam. A mialo nie byc alkocholu! Wprawdzie nie mam tego nigdzie na pismie, tak jak inne moje zmiany 'dietetyczno- aktywnosciowe',ale sama chcialam zmniejszyc alkochol do minimum. I jest pierwsze podkniecie... ze slodyczami praktycznie pozegnalam sie tydzien temu, i nie tesknie, szarlotka czeka spokojnie jeszcze tydzien abym mogla siegnac po kawaleczek, przestalam nawet slodzic czarna herbate i dobrze mi z tym, ba bylam w barze pijac wode kiedy reszta cieszyla sie smakiem pysznego, zimnego browarku i tez bez wiekszych klopotow a tu nie moglam sie powstrzymac od zwyklego piwa. Czyzbym juz sie lamala powoli? TAK szybko? NIE! Nie moze byc! Jednak piwo zostaje, tak samo jak i z szarlotka, nie moglabym sie z nim od tak pozegnac, nie lubie duzych ilosci alkocholu, ale dwa piwa w ciagu wieczora w barze czy u znajomych zazwyczaj zostaly oproznione. Wiec teraz jedno bedzie musialo wystarczyc, chyba ,ze przy wiekszej okazji :) Juz sama nie wiem czy racjonalnie kombinuje, chyba nie jestem zbyt obiektywna, i probuja sama siebie usprawiedliwic przed sama soba, jej, najtrudniej oceniac siebie!
A i dzis prawie caly czas jem musli, wiem,ze malo tresciwe ale od rana a juz popoludnie, zjadlam 3 miseczki musli i troche owocow,jakos nie mam ochoty na nic innego (oprocz lososia), zreszta, na nic nie mam ochoty! A wlasciwie to mam, na drzemke!
Zreszta bilans dzisiejszy nie jest taki zly,mam za soba spacer i bieganie po placu zabaw z Kubusiem, callanetics - pierwsza dzisiejsza seria tez zaliczone, od wszystkiego smazonego na oleju mnie odrzuca, a karkowki nie lubie, wiec nie tchnelam rodzinnego obiadu. Zazwyczaj w chwilach mojego wybrzydzania zawsze zostawala salatka, ale wiadomo, te dwie dzisiejsze to porazka, a nie mialam kompletnie pomyslu na jakas super salatke specjalnie dla mnie :( I szxzerze, juz nic nie chcialo mi sie krojic, wymyslac, dosmakowywac. LEN!Dobrze,ze jest musli!
Koncze narzekac i uciekam drzemac.
Udanej niedzieli Ladies!
(A na dole rodzinka swietnie sie bawi, i nikt nie teskni za Lucja,jak milo wkoncu sie wyspie!)
Dodaj komentarz