Kurcze tylek mnie boli, tyle czasu w siodle, ah ale bylo warto! Czuje miesnie ud, ktore strasznie przyciskalam do siodla w momentach grozy kiedy oto konik mi wariowal, bo oczywiscie nie moglam dostac fajnego, spokojnego konika tylko te szarawa, dzika klacz!(Oh o.k., tylko na poczatku klacz troche sie stawiala, mialam problemy aby na nia wsiasc bo odsuwala sie a pozniej w trakcie jazdy potrafila niezle wykrecic czy niespodziewanie stanac) No dobra juz nie narzekam, wkoncu bylo pelno pozytywow wyjazdu, bo pomimo weekendu stadnina byla praktycznie pusta, dostalysmy dwoch przystojnych instruktorow na nas cztery, dziewczynkom sie mordki cieszyly, jej, ze jednak mozna je czyms zadowolic. Wiem,ze wyjazd na konie wymyslily ze wzgledu na mnie, same kiepsko jezdza i preferuja zwierzatka 'futerkowe' trzymane w domowym zaciszu, a ja ostatnio w rozmowie z nimi podkreslilam,ze chcialabym realizowac dalsze punkty z mojej bucket list, a szczegolnie zawalilam z silownia (gdzie chodzilam tylko na rowerek i bierznie wprawdzie,ale na poczatku bardzo sie do tego przykladalam), z jazda konna - postawiony cel byl raz w tygodniu, taaaaa, oraz z nauka plywania, tu akurat nie ma czego komentowac! Jej przez 22 lata zycia nie nauczylam sie plywac a moj trzy letni brat plywa zabka! Coz, konie zaliczone to teraz moze silownia od poniedzialku? Oj chyba bedzie ciezko, zapisze sie gdzies w Toronto juz, podobno moj nowy Univerek ma silownie dla studentow na campus'ie, a ze juz zaplacilam za rok, to wszystko jest wliczone w cene, grzechem bylo by nie skorzystac! A ja juz bardziej nie chce grzeszyc!

A wracajac do mojego wyjazdu to jestem z niego strasznie zadowolona, brunet-instruktor stwierdzil ze swietnie sobie radze , wiec dostalam pozwolenie na galop w zagrodzie nawet, a nastepnie pojechalismy na spacer w plener. Wprawdzie dozwolone tempo to klus ale ale liczy sie sam fakt,ze nie bylysmy ograniczone drewnianymi belkami zagrody!(No dobraaa, bylysmy, wyznaczaly sciezke ale to zawsze lepiej niz kolko dla poczatkujacych, mam wkoncu te kilka lat jazdy konnej na koncie, sumiennie praktykowanej od 9-15 roku zycia u dziadka na wsi w stadninie, wiec chcialam wiecej swobody! Juz mialam nadzieje na jeszcze wieksze zwiekszenia tempa, chcac poczuc ten przyslowiowy wiatr we wlosach ale niestety, nie dalo sie przekonac instruktora :( Ten nasz spacerek potrwal moze pol godzinki,chociaz jak dla mnie to bylo jak sekundy! Czas za szybko leci! Ale jeszcze w stadninie, w zagrodzie moglam sobie troszke pojezdzic. :) A reszte czasu spedzilysmy na zwiedzaniu miejsca i spacerkach.
Oczywiscie losos 'chodzil' za mna caly dzien, mialam taka straszna ochote ale niestety, nie udalo sie, obiad zjadlysmy jeszcze w bufecie kolo stadniny wiec musialam zadowolic sie grecka salatka, zamowilam takze mala porcje spaghetti, umieralam z glodu. Troche duzo jak na mnie biorac pod uwage ogromna porcje salatki ale juz chyba spalilam te kalorie robiac Callanetics!
Tak, dzis bylo moje drugie podejscie do tych cwiczen i juz jest troszke lepiej. A za dwa tygodnie juz zobacze efekty! No miejmy nadzieje,ze tytul stronki nie klamie i bede miala to 'piekne cialo w dwa tygodnie'

A menu z calego dzisiejszego dnia to:
SNIADANIE: maly jogurt naturalny, maliny i platki owsiane o smaku szarlotki haha, herbatka
LUNCH: Hmm brak formalnego posilku, winogrona i fistaszki na zagryzke oraz litr wody z cutryna
OBIAD: Salatka grecka plus spaghetti, sok pomaranczowy
KOLACJA: Makrela wedzona,kawaleczek (przynajmniej tu sie udalo

) z dwoma malymi ogorkami, herbatka
No dobrze uciekam, wkoncu trzeba sie wyspac! Trzymajcie sie szczuplutko!