Kontakt   |   Pomoc   |    Załóż konto   |    Moje konto

Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

Czesc! Jestem Lucja! Po prostu Lucja, 22 letnia studentka obecnie mieszkajaca w Australii. Wiem,ze niektorym z was moze sie wydac dziwne,ze chce sie odchudzic. Wkoncu waga jest niewielka, a BMI prawidlowe, ale w moim przypadku nie chodzi o liczby. Niestety, liczby okazuja sie byc bardzo mylne. Dosc niski wzrost,lenistwo oraz tendencje do tycia skazaly mnie do dorobienia sie figury tak zwanej 'jablka'. Szczuple ramiona, szerokie biodra oraz dosc zaaokraglony brzuch, TOTALNY brak tali ,do tego masywne, co tu duzo mowic, uda-balerony, krzywe, obtluszczone kolana i nadwyraz chude lydki. Nie brzmi zachecajaco, prawda? Wiem, dlatego jak juz mowilam w moim przypadku liczby nie sa wazne a pozbycie sie i to dosc skuteczne, nadmiaru tluszczu,, mozliwosc wymodelowania tali a co z tym idzie, lepsze samopoczucie i wyzsza samo-ocena! Jak planuje to osiagnac? Poprzez diete 'nielaczaca' - polegajaca na nielaczeniu bialek z weglowodanami przez pierwsze 2 tygodnie aby sie przyzwyczaic do nowego trybu zywienia, a pozniej dodam do tej diety, diete 100kcl. Do tego zamierzam dorzucic codzienne godzinne spacery oraz cwiczenia, najlepiej brzuszki i cwiczenia nadmiernego napiecia. Czego sobie zycze? Pokoniania lenista, przezwycziezenia dawnych nawykow i 'food cravings' oraz WYTRWALOSCI!

Madziorex22

kobieta, 24 lat,

153 cm, 48.50 kg więcej o mnie



Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Masa ciała

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy

Wpisy ze słowem kluczowym: Spacer
Powrót do listy wpisów

Dzien XIII

5 września 2010 , Komentarze (2)

No i mamy 13! Jak dla mnie ten 13 dzien byl calkiem udany ;) Coraz lepiej wychodzi mi gotowanie, jest tyle roznych wersji na przyzadzenie kurczaka z warzywami, i to wszystko tak smacznie,kolorowo wyglada,ze az przyjemnie sie spedza czas w kuchni. I oczywiscie jakims cudem odbylo sie bez zadnych skaleczen, a to juz u mnie sukces! I rodzinka tez byla zadowolona bo ominelo ich przygotowywanie obiadku :) Byl tez oczywiscie spacerek, tym razem z pieskiem skoro braciszka zostawilam na drugim kontynencie to przynajmniej zrobilam  kuzynowi przysluge i wyprowadzilam mu psa rano, albo to piesek zrobil mi przysluge dotrzymujac towarzystwa? W kazdym badz razie bylo sympatycznie, aktywnie tylko ,ze strasznie zimno! Nie moge uwiezyc jak w ciagu jednego dinia pogoda mogla sie tak popsuc -wczoraj upaly a dzis straszny wiatr i zachmurzone! Ale to i tak nie zepsulo mi humoru! Callanetics zrobilam rano, chcialam tez zrobic po poludniu jednak kuzynka miala dla nas inne plany, pojechalysmy do Niagara przejsc sie i popatrzec na wodospad a nastepnie na testowanie wina! Moge skreslic kolejna pozycje z mojej listy,a wrazenia swietne i znakomicie spedzone popoludnie:) Wiem,ze mialam ograniczyc alkohol, jednak w tym wypadku nie moglam sie powstrzymac, ide zrobic rundke callanetics!

Trzymajcie sie szczuplutko!
Dodaj komentarz

Dzien XII

3 września 2010 , Komentarze (2)

Juz dotarlam do 12 dnia! Niesamowite jak te dni szybko leca! Podczas mojej nieobecnosci trzymalam sie diety, ale niestety przez caly ten wyjazd musialam chwilowo zrezygnowac z callanetics, dzis juz mam 2 serie za soba wiec nie jest zle, nadrobie wszystko tymbardziej,ze juz widze efekty! Myslalam,ze mi sie wydaje ale zostalam poinformowane iz solidne cwiczenia przynosza efekty, nawet w tak krotkim czasie! (Dziekuje Vieslavo!) Dlatego wam wszystkim, Panie i Panowie naprawde polecam callanetics! Bylam tez dzisiaj na spacerku, zwiedzalam okolice, zajelo mi to troche poniewaz cieszylam sie sliczna pogoda, dzis bylo ponad 30 stopni i nadodatek strasznie duszno jednak mi to nie przeszkodzilo w spacerkach :) Z dieta tez ciagle do przodu, nie podjadam zadnych slodkosci i strasznie jestem z siebie dumna, jak narazie wygrywam z wlasnymi slabosciami i nawet nie mam ochoty na slodycze!Oby tak dalej! Nawet obiadek ugotowalam, zrobilam dzis leczo z piersia z kurczaka.
Za tydzien zaczynaja sie wyklady z czego sie bardzo ciesze, bo bede sobie wkoncu mogla jakos rozplanowac dzien, trzeba bedzie poszukac jakiejs pracy chociaz na weekendy i moze uda mi sie zapisac na lekcje salsy? Tak, w ciagu tych paru dni nic sie nie zmienilo i wciaz mam ochote na salse ;)

Trzymajcie sie szczuplutko!

SNIADANIE: Salatka z pomidorow, ogorkow,rzodkiewki,papryki i 2 jajek na twardo.
LUNCH: winogrona plus jogurt bananowy
OBIAD: Leczo z kurczakiem
KOLACJA: Activia truskawkowa plus jablko i jeszcze pewnie jakis owoc zjem ogladajac film, 'Rozyczka' :)
Dodaj komentarz

Dzien VIII

30 sierpnia 2010 , Komentarze (2)

I praca sie skonczyla niestety, i to z samego poniedzialku. Plusem tego jest,ze moze wkoncu sie wyspie? Zaczynajac od jutra. Pozatym bede miec wiecej czasu dla siebie, moze uda mi sie dorzucic jeszcze cos ciekawego aby zwiekszyc aktywnosc. Zobaczymy co z tego wszystkiego wyjdzie. Tak mnie dzisisiaj natchnelo i chce nauczyc sie salsy,jej, bedzie ciezko, ja i taniec to jak slon w skladzie porcelany, mimo wszystko bardzo chcialabym sie nauczyc. Juz po wyjezdzie oczywiscie, mam nadzieje,ze ta nagla chec do tanca przez kolejne pare dni mi nie przejdzie :)

Pozatym postanowienia trzymam, byl spacerek, popoludniowy z braciszkiem, trzeba z nim spedzic troche czasu bo przez rok, chyba,ze kochani rodzice zasponsoruja mi przylot do domu na swieta, inaczej rodzinki szybko nie zobacze :( Kurcze, juz tesknie! Pakowanie wkoncu tez zaczelam, tak oficialnie i z efektami, choc strasznie niechetnieeee,ale sporo rzeczy wypelnilo juz wiekszosc walizki. Kolejnym dzisiejszym sukcesem bylo zrobienie callanetics, kawalek ukladu rano i juz calosc wieczorkiem oraz losos, ktory wkoncu wyladowal na moim talerzu na obiad. Ah warto bylo czekac, pyszny byl, pieczony z ziolami, skropiony cytrynka do tego gotowana fasolka. Przestrzeganie reszty diety rowniez wychodzi bez wiekszych problemow. Dalej dieta nielaczona,duzo naturalnych jogurtow, owocow, salatek oraz pieczonego miesa. Wciaz tez pije duzo wody z cytryna i chyba wkoncu polubie wode, biorac pod uwage ze przez ostani tydzien wypilam dwa razy wiecej samej wody z cytryna niz herbaty, a jeszcze pare dni temu woda nie miala miejsca w moim menu.

Zycze samych sukcesow Vitalijki! Trzymajcie sie szczuplutko! :)

Dodaj komentarz

Dzien VII

29 sierpnia 2010 , Komentarze (1)

Moj 7 dzien zmian wypada w niedziele, a ja bardzo, bardzo, bardzo nielubie niedzieli, chyba jeszcze bardziej niz poniedzialkow! Niedziele zawsze wydaja mi sie takie monotonne, kojarza z kosciolem,rodzinnymi obiadkami, czy pogawedkami przy ciachu, w rodzinnym gronie oczywiscie. Coz, rodzice lubia te male rytualy, a najbardziej podtrzymywanie tych polskich tradycji, co oczywiscie bardzo popieram, lecz nie zawsze dobrze im to wychodzi w praktyce, trzeba byc jednak polakiem, z przynajmniej ograniczana wiedza co do czego aby zrozumiec koncepcje :)
Oczywiscie dzis juz rytual zaliczony,wiec mialam nadzieje,ze zalicze wkoncu dzien leniucha, najprosciej mowiac, przespie pozostala czesc dnia. No ale oczywiscie ja i planowanie nie ida w parze! Po porannej, (jak dla mnie to byl srodek nocy,i znowu sie nie wyspalam) mszy, zostalam powiadomiona wszem i wobec,ze jakas szanowna cioteczka, tak zwana dziewiata woda po kisielu wzgleden pokrewienstwa ,stawi sie u nas na obiedzie z rodzina, wiec mi w dzialce przypadlo przygotowywanie przekasek i salatek. I to jeszcze zeby to byly moje pyszne salatki ale nie, te mialy plywac w majonezie i sosie cebulowo, czosnkowo- chili. Jak moglam zrobic salatke z majonezem jak ja nie znosze majonezu, czosnek i cebula?  Od dziecka mam wstret i od tego zawsze sie trzymam z daleka, jedynie szczypiorek toleruje, a chili, hmm chili to chili, nie dla mnie! Wiec spedzilam sporo ponad godzine w kuchni, krojac i siekajac poszczegolne skladniki, nastepne odrobine monotoni i przygotowywanie koreczkow i calamari, a na koncu placz przy krojeniu cebuli. Odmowilam przygotowywana sosow bo jak moge to zrobic skoro nie cierpie glownych jego skladnikow- smakowanie wiec odpada, i pod pretekstem zajecia sie Kubusiem wymknelam sie z domu. Ale wzielam go ze soba na spacer i plac zabaw. Zawsze to lepsze niz zabawy z cebula i karkowka. Kurcze u mnie na obiad karkowka a ja wciaz mam ochote na tego lososia, nie ma zmiluj jutro sie po niego pofatyguje( a karkowki i tak nie jadlam). Dzis mam oficjalnego, niedzielnego lenia! Nawet pierwszy zestaw callanetics zrobilam poznoooooo dzis, a jeszcze wieczorem mnie czeka, jej jak mi sie nie chceee, nic mi sie nie chce! Obecnie siedze sobie w swoim malym zaciszu ukrywajac sie przed ciotka i jej rodzina,o ktorej jeszcze do dzisiaj nic w zyciu nie slyszalam. No nie dokonca sie  ukrywam, bo wszystko na legalu haha,moj nastepny dzisiejszy pretekst to nauka!
Nadodatek facet siostry tak dlugo machal mi ulubionym piwem przed nosem,ze az sie skusilam. A mialo nie byc alkocholu! Wprawdzie nie mam tego nigdzie na pismie, tak jak inne moje zmiany 'dietetyczno- aktywnosciowe',ale sama chcialam zmniejszyc alkochol do minimum. I jest pierwsze podkniecie... ze slodyczami praktycznie pozegnalam sie tydzien temu, i nie tesknie, szarlotka czeka spokojnie jeszcze tydzien abym mogla siegnac po kawaleczek, przestalam nawet slodzic czarna herbate i dobrze mi z tym, ba bylam w barze pijac wode kiedy reszta cieszyla sie smakiem pysznego, zimnego browarku i tez bez wiekszych klopotow a tu nie moglam sie powstrzymac od zwyklego piwa. Czyzbym juz sie lamala powoli? TAK szybko? NIE! Nie moze byc! Jednak piwo zostaje, tak samo jak i z szarlotka, nie moglabym sie z nim od tak pozegnac, nie lubie duzych ilosci alkocholu, ale dwa piwa w ciagu wieczora w barze czy u znajomych zazwyczaj zostaly oproznione. Wiec teraz jedno bedzie musialo wystarczyc, chyba ,ze przy wiekszej okazji :) Juz sama nie wiem czy racjonalnie kombinuje, chyba nie jestem zbyt obiektywna, i probuja sama siebie usprawiedliwic przed sama soba, jej, najtrudniej oceniac siebie!
A i dzis prawie caly czas jem musli, wiem,ze malo tresciwe ale od rana a juz popoludnie, zjadlam 3 miseczki musli i troche owocow,jakos nie mam ochoty na nic innego (oprocz lososia), zreszta, na nic nie mam ochoty! A wlasciwie to mam, na drzemke!
Zreszta bilans dzisiejszy nie jest taki zly,mam za soba spacer i bieganie po placu zabaw z Kubusiem, callanetics - pierwsza dzisiejsza seria tez zaliczone, od wszystkiego smazonego na oleju mnie odrzuca, a karkowki nie lubie, wiec nie tchnelam rodzinnego obiadu. Zazwyczaj w chwilach mojego wybrzydzania zawsze zostawala salatka, ale wiadomo, te dwie dzisiejsze to porazka, a nie mialam kompletnie pomyslu na jakas super salatke specjalnie dla mnie :( I szxzerze, juz nic nie chcialo mi sie krojic, wymyslac, dosmakowywac. LEN!Dobrze,ze jest musli!
Koncze narzekac i uciekam drzemac.

Udanej niedzieli Ladies!

(A na dole rodzinka swietnie sie bawi, i nikt nie teskni za Lucja,jak milo wkoncu sie wyspie!)
Dodaj komentarz

Dzien VI c.d.

28 sierpnia 2010 , Komentarze (1)

Kurcze tylek mnie boli, tyle czasu w siodle, ah ale bylo warto! Czuje miesnie ud, ktore strasznie przyciskalam do siodla w momentach grozy kiedy oto konik mi wariowal, bo oczywiscie  nie moglam dostac fajnego, spokojnego konika tylko te szarawa, dzika klacz!(Oh o.k., tylko na poczatku klacz troche sie stawiala, mialam problemy aby na nia wsiasc bo odsuwala sie a pozniej w trakcie jazdy potrafila niezle wykrecic czy niespodziewanie  stanac) No dobra juz nie narzekam, wkoncu bylo pelno pozytywow wyjazdu, bo pomimo weekendu stadnina byla praktycznie pusta, dostalysmy dwoch przystojnych instruktorow na nas cztery, dziewczynkom sie mordki cieszyly, jej, ze jednak mozna je czyms zadowolic. Wiem,ze wyjazd na konie wymyslily ze wzgledu na mnie, same kiepsko jezdza i preferuja zwierzatka 'futerkowe' trzymane w domowym zaciszu, a ja ostatnio w rozmowie z nimi podkreslilam,ze chcialabym realizowac dalsze punkty z mojej bucket list, a szczegolnie zawalilam z silownia (gdzie chodzilam tylko na rowerek i bierznie wprawdzie,ale na poczatku bardzo sie do tego przykladalam), z jazda konna  - postawiony cel byl raz w tygodniu, taaaaa, oraz z nauka plywania, tu akurat nie ma czego komentowac! Jej przez 22 lata zycia nie nauczylam sie plywac a moj trzy letni brat plywa zabka! Coz, konie zaliczone to teraz moze silownia od poniedzialku? Oj chyba bedzie ciezko, zapisze sie gdzies w Toronto juz, podobno moj nowy Univerek ma silownie dla studentow na campus'ie, a ze juz zaplacilam za rok, to wszystko jest wliczone w cene, grzechem bylo by nie skorzystac! A ja juz bardziej nie chce grzeszyc!
A wracajac do mojego wyjazdu to jestem z niego strasznie zadowolona, brunet-instruktor stwierdzil ze swietnie sobie radze , wiec dostalam pozwolenie na galop w zagrodzie nawet, a nastepnie pojechalismy na spacer w plener. Wprawdzie dozwolone tempo to klus ale ale liczy sie sam fakt,ze nie bylysmy ograniczone drewnianymi belkami zagrody!(No dobraaa, bylysmy, wyznaczaly sciezke ale to zawsze lepiej niz kolko dla poczatkujacych, mam wkoncu te kilka lat jazdy konnej na koncie, sumiennie praktykowanej od 9-15 roku zycia u dziadka na wsi w stadninie, wiec chcialam wiecej swobody!  Juz mialam nadzieje na jeszcze wieksze zwiekszenia tempa, chcac poczuc ten przyslowiowy wiatr we wlosach ale niestety, nie dalo sie przekonac instruktora :( Ten nasz spacerek potrwal moze pol godzinki,chociaz jak dla mnie to bylo jak sekundy! Czas za szybko leci! Ale jeszcze w stadninie, w zagrodzie moglam sobie troszke pojezdzic. :) A reszte czasu spedzilysmy na zwiedzaniu miejsca i spacerkach.

Oczywiscie losos 'chodzil' za mna caly dzien, mialam taka straszna ochote ale niestety, nie udalo sie, obiad zjadlysmy jeszcze w bufecie kolo stadniny wiec musialam zadowolic sie grecka salatka, zamowilam takze mala porcje spaghetti, umieralam z glodu. Troche duzo jak na mnie biorac pod uwage ogromna porcje salatki ale juz chyba spalilam te kalorie robiac Callanetics!
Tak, dzis bylo moje drugie podejscie do tych cwiczen i juz jest troszke lepiej. A za dwa tygodnie juz zobacze efekty! No miejmy nadzieje,ze tytul stronki nie klamie i bede miala to 'piekne cialo w dwa tygodnie'

A menu z calego dzisiejszego dnia to:

SNIADANIE: maly jogurt naturalny, maliny i platki owsiane o smaku szarlotki haha, herbatka
LUNCH: Hmm brak formalnego posilku, winogrona i fistaszki na zagryzke oraz litr wody z cutryna
OBIAD: Salatka grecka plus spaghetti, sok pomaranczowy
KOLACJA: Makrela wedzona,kawaleczek (przynajmniej tu sie udalo ) z dwoma malymi ogorkami, herbatka


No dobrze uciekam, wkoncu trzeba sie wyspac!  Trzymajcie sie szczuplutko!
Dodaj komentarz

Dzien IV

26 sierpnia 2010 , Komentarze (1)

Dzisiejszy dzien moge uznac za udany. Juz z samego rana wybralam sie na spacerek, zaopatrzona tylko w 1.5L wody z cytryna oraz ipod'a. Czemu uwazm to za sukces? Po pierwsze wstalam przed 6am, a zawsze powtarzam, ze zbudzenie mnie przed 8am zalicza sie do przestepstw, uwzglednionych w konstytucji lol,nawet wyklady na uczelni przez te lata i akurat na moim planie nie zaczynaly sie przed 10 rano nigdy, praca tez od 10am, wiec wszystko i wszyscy zazwyczaj 'szli' mi na 'reke'. A tu prosze Lucja sama z siebie jakby to bylo cos najnormalniejszego na swiecie wstaje przed 6 rano! Co wiecej, nie czulam sie niewyspana po wieczorze z dziewczynami, nie czulam sie glodna i nie mialam nawet ochoty na herbate, ktora od lat pije zaraz po wstaniu. Po prostu, wstalam, zrobilam serie cwiczen na wyzezbienie tali, wskoczylam pod zimny prysznic gdzie przywitalam sie z moimi niebieskimi rekawiczkami, ktore pomagaja mi w walce z celulitem, wskoczylam w shorty i adidasy, i zaopatrzona w wode najzwyczajniej w swiecie wyszlam z domu. Prawie dwie godziny, tyle mi zajal spacerek! Szlam powoli, swoim normalnym zolwim tepem, co pare metrow mijalam wlascicieli psow, patrzylam jak w sklepach spozywczych zaczyna sie ruch, wymienialam usmiech mijajac przechodniow i bylam w swietnym humorze. Nie wiem czemu, czyzby dziewczyny tak na mnie podzialaly? A moze perspektywa nadchodzacego wyjazdu? (W nocy przyszykowalam juz nawet wlizki) Nie bede analizowac co wplynelo na moje dobre samopoczucie, co kolwiek to by nie bylo, mam nadzieje,ze utrzyma sie jak najdluzej! Strasznie podoba mi sie, ze mam tyle energi i checi , nie mysle o czekoladkach czy wylegiwaniu sie w lozku! Aby tak dalej!  Co jeszcze bylo przyjemne tego dnia? Hmm przyrzadzanie wszystkich tych pysznosci, ktore dzis zjadlam. Nie jestem mistrzem w gotowaniu, ba, jeszcze rok temu nie podchodzilam nawet do kuchenki, nie liczac mikrofalowki oczywiscie, ale majac dobrego kucharza  zabawy w kuchni zaczely mi sie strasznie podobac. W wakacje natomiast przezucilam sie na mrozonki z mikrofalowki zagryzane tona slodkosci a teraz Lucja miala wielki come back do kuchni! I strasznie mnie to cieszy, ta zabawa przy garach, to krojenie, czekanie, pieczenie, a wszystko wyglada tak zdrowo i kolorowo, az chce sie jesc! Dzis przyzadzilam bardzo smaczna salatke, mieszajac owoce, warzywa i udoskonalajac sos. Szczerze, bylam troche sceptycznie nastawiona co do smaku, ale swietnie sie bawilam mieszajac te rozne skladniki, i nie powiem, bylo baaardzo jadalne! Smakowalo hmm 'inaczej' ale nie ma narazie zadnych przeciwskazan! Wiec jest dobrze =)

SNIADANIE: serek wiejski z dwoma plasterkami szynki wiedzonej i startym plasterkiem wedzonego sera zoltego, nastepnie herbata zielona bez cukru.

(0czywiscie przed sniadaniem bylo jeszcze 1.5L wody z cytryna a w drodze do pracy jedno ryzowe ciasteczko)

LUNCH:  Jogurt naturalny i maly pojemniczek winogron, szklanka soku pomaranczowego (swiezo wycisnietego przez moja ulubiona Pania Joyce)

OBIAD: Pol pieczonej piersi z kurczaka z pieczonymi paseczkami z calej czerwonej papryki, herbata zielona

KOLACJA: (To chyba sprawilo mi najwiecej radochy dzisiaj, udoskonalilam troche przepis, pozmienialam skladniki, dodalam cos extra i wyszlo oh jadalnie) Salatka z jednej mandarynki, malej zielonej gruszki, garsci malin, garsci mieszanki salat, jednej malo slodkiej kiwi, kilku posiekanych rodzynek oraz 2 posiekanych daktyli. Sos - 3 lyzki soku z cytryny, 2 lyzki naturalnego jogurtu lyzka platek owsianych oraz lyzeczka ziarenek lnu ( tutaj sos calkowicie zmodyfikowalam w orginalnym nie bylo nic o jogurcie, platkach owsianych czy lnie, natomiast byl ocet i pare innych przypraw. Czemu zmienilam? Oh chyba za duzo czytam i juz kompletnie kombinuje lol Przeczytalam,ze dziennie powinno sie jesc garsc ziarenek lnu i popic duza iloscia wody, podobno swietnie zapycha, tak samo jak i owsianka. Co do owocow na kolacje, zawieraja naturalny cukier, przyspieszaja trawienie i ulatwiaja zasypianie.) Oczywiscie popilam salatke szklanka wody. Oh i nie zjadlam wszystkiego, moze cos okolo polowy? Reszta poczeka w lodowce na sniadanie :)

Dodaj komentarz

II Dzien

24 sierpnia 2010 , Komentarze (1)

Z samego rana dla formalnosci stanelam na wadze, coz czego moglam sie spodziewac, wkoncu mam dopiero jeden dzien formalnego odchudzania za soba a ja juz bym chciala widoczne efekty! Waga oczywiscie sie nie ruszyla, nic mniej ale hej, nic wiecej. Czyli jest dobrze! Bo chyba powinnam sie martwic jakby moja waga wskazala kilka gram wiecej! Jak to sie mowi, 'so far so good' ale to dopiero drugi dzien wiec teoretycznie nie ma sie czym cieszyc. Chociaz moze jest? W ciagu tych dwoch dni ani razu nie pomyslalam o zjedzeniu nawet jednej tafelki czekolady! A mieszkajac pod jednym dachem z jakze uroczym 4latkiem, braciszkiem, wszystkie szafki w kuchni az pekaja w szwach od wszelkiego rodzaju ciastek, cisteczek, cukierkow, czekoladek czy chipsow. Na domiar zlego przyjechala moja siostra przywazac cala blache mojej ukochanej szarlotki domowej roboty! Wyobrazacie sobie? Pyszna , pachnaca szarlotka na kruchy ciescie z 2 kg nadzienia jablkowego startego na tartce, z pianka na gorze i posypana cynamonem. Oh , pychota! A ja co? A ja nic! Nie zjadlam nawet kawaleczka, nie ugielam sie nawet wtedy kiedy to wlasnie ja musialam pokroic owe ciasto i poustawiac na talerzyku. Nie skubnelam ani okruszka! 

Nie wypilam nawet jednego lyczka coli i zamiast uzalac sie nad soba ogladajac po raz setny  "Wirujacy Sex" czy "Pretty Woman", wybralam sie z kolezanka na spacer brzegiem plazy, tak, byl spacer, i co wiecej, spacerek bardzo sie przedluzyl bo zajal nam prawie dwie godziny, a jednym z moich postanowien jest przeciez godzinny spacer dziennie. Jednoczesnie musze dodac, ze nawet teraz siedzac przed ekranem laptopa wykonuje cwiczenia 'napiecia'! Czyli chyba jednak mam powody aby byc z siebie dumna? Prawda? Tak czy siak ja jestem z siebie bardzo dumna, i swiadomosc, ze ograniczenie jedzenia produktow macznych, zrezygnowanie ze slodyczy i przystosowanie sie do nowej diety nie jest az tak trudne jak myslalam, i to,ze jeszcze nie zlamalam zadnego z moich postanowien poprawia mi samopoczucie =). Przed snem mam jeszcze zamiar zrobic 50 brzuszkow i zjesc sredniej wielkosci jabluszko, podobno to przyspiesza metabolizm i ulatwia zasypianie, a ja szczesze mowiac ostatnio mam spore problemy z bezsennoscia, wiadomo, problemy, faceci - jak ich okreslila moja nowa znajoma, ktorej przy okazji bardzo dziekuje za komentarz- poprawilas mi troszke humor,  ''to swinie,tylko,ze z ogonkami z przodu". Prawda, swieta prawda, przykre jest jednak to,ze im czesciej zdarza sie myslec tymi owymi 'ogonkami" niz mozgiem! Wiec pytanie do WAS panowie, do czego sluzy mozg? Ale z drugiej strony wiadomo, miesien nieuzywany zanika ... Oczywiscie, nie chce nikogo obrazac!  Czyli prosze, tylko mnie tu nie bijcie! :)

Ale ja mialam pisac o moich postanowieniach ah, czyli wracajac do diety, 2 dzien z zaplanowanych 14 na diecie 'nielaczacej' mam juz zaliczony! Spacerki i cwiczenia teoretycznie tez! Czyli jest dobrze!

Bylam dzisiaj w drogeri i kupilam sobie krem anty celulitowy Dove oraz krem ujedrniajacy, zaopatrzylam sie takze w dwie urocze niebieskie rekawiczki pod prysznic do scoerania naskorka, wydaja sie byc zrobione z pamieru siernego i mam wrazenie,ze za chwile jak je uzyje to moj brzuszek, uda i posladki beda cale poranianione, pozdierane i wprost zalane we krwi! Ale to chyba dobrze, trzeba sie wziasc za siebie, rozbic tluszczyk, pozbyc sie celulitu i moc znowu dobrze czuc sie w bikinia na placy! :) Wkoncu trzeba cierpiec aby byc pieknym!

A moj dzisiejszy jadlospis to:

SNIADANIE: 2 lyzki stolowe serka wiejskiego zmieszane z polowka duzego ogorka i czterema rzodkiewkami do tego zielona herbata

LUNCH: Duz gruszka plus ciasteczko ryzowe

OBIAD: Makaron zmieszany z fasolka, marchewka, groszkiem i papryka gotowanymi na parze, oraz oczywiscie herbatka zielona, moja ulubiona erl gray

KOLACJA:  Duzy grejfrut plus jedno ciasteczko ryzowe, zielona herbata, 2 godzinki po kolacji sredniej wielkosci jabluszko

Dodaj komentarz
Więcej informacji o : Spacer