Sesja w pełni... moze uda mi sie w tym tygodniu zakończyć sesję a tym samym skończyć studia. już czas najwyższy! dopóki nie zakończę spraw związanych z uczelnią nie przejdę na prawdziwą dietę, na tyle juz siebie znam...
dzisiaj sie zważyłam, niby mam pól kg mniej, ale jestem 2 dni po owulacji, poza tym 0,5 kg to żaden spadek wagi. Tak mi się marzy miec znowu 5 z przodu. na plus nadal zaliczam fakt ze bardzo mocno ograniczam słodycze, przyznaję, ze zdarza mi sie wciągnąć jakąś bombę kaloryczną w postaci tabliczki czekolady, ale potem np. nie jem obiadu, bo zwyczajnie nie mam na niego ochoty. tak, wiem! nie wolno tak robić... ale przynajmniej w papierach mam porządek i nie wychodzę ponad 1500kcal/dzień.
Dodaj komentarz
nawet nie pamietam ile dzisiaj zjadłem, ale nie było tak makabrycznie tego duzo, mysle ze max 1500 kcal z szacunkowych obliczeń. jutro mam egz cały dzień sie uczyłam i nie miałam czasu na dokładne rozplanowanie. wiem ze moja dieta jest na razie straszliwie chaotyczna, ale jestem w samym środku sesji (takie porąbane studia

) i nie mam czasu i ochoty na dokładne planowanie, i tak szczęście że nie opycham sie słodyczami i kawą przy nauce. dopóki nie ureguluje stylu życia, to nie mam szans na zdrowy tryb życia. myślę że jeszcze dobry tydzień i zacznę wieść spokojne zycie, bez zarywania nocy.
A propos poprzedniego wpisu, tak pochłonęłam CAŁĄ czekoladę i nie jest to dla mnie żaden wyczyn. Możecie mnie za to objechać z każdej strony, zresztą zasłużyłam na to...
Dodaj komentarz
moze jak zaczne zapisywać co zjadłam w ciagu dnia, to będzie mi łatwiej zapanować nad moja dieta. dzisiejszy jadłospis nie jest idealny, ale to dlatego że dopiero po śniadaniu uświadomiłam sobie że dzisiaj jest DZIEŃ PRZEJŚCIA NA DIETĘ
Tost 200 kcal
czekolada

550
kawa 100
zupa warzywna 200
jabłko 100
Ta czekolada była w nagrodę za to co wczoraj zrobiłam, wiecej nie mam na swoją obronę

Dodaj komentarz
Witajcie! po raz kolejny (juz naprawde nie wiem który) zabieram sie za swoją dietę. od jakiegos miesiaca znowu źle mi jest z moją sylwetką. Tłumaczę sobie że te 6 kg których chcę się pozbyć to nie dużo, ze to raptem półtora miesiąca diety i ćwiczeń, a efekt będzie piorunujący. Poza tym w najbliższym czasie bardzo dużo zmieni sie w moim życiu, zacznę pracę w nowym miejscu z nowymi ludźmi, chciałabym zrobić dobre wrażenie. Niby to wszystko wiem, ale mimo to nie mam dość samozaparcia zeby wytrzymać na diecie dłużej niż 2 tyg. Pocieszające jest tylko to, że mimo tego że żywię się ostatnio śmieciowym jedzeniem i od 2 miesięcy nie biegałam dalej niż do autobusu to moja waga nie zmieniła się. Proszę zmobilizujcie mnie!!!
Dodaj komentarz
odważyłam się stanąć na wadze. 67 kg. Nie jest źle, tym bardziej że jestem tydzień przed okresem. myślałam, że po moim październikowym obżarstwie i nicnierobieniu dobije znowu do 70. na szczęście tak się nie stało.
niestety na weekend pojechałam do domu i dietę szlag trafił, ale od poniedziałku znowu walczę
Dodaj komentarz
przez ostatni miesiąc straszliwie się zapuściłam... wróciłam na studia, a tu wiadomo, jedzenie co i byle gdzie...do tego jakieś piwka wieczorami i powróciłam do punktu wyjścia... nie wiem ile ważę, boje się stanąć na wadze. właściwie po raz kolejny pogodziłam się ze swoją wagą, aż do dzisiaj... dzisiaj przypadkiem zobaczyłam siebie w dużym lustrze, na początku nie załapałam że to ja, zobaczyłam tylko jakiegoś bezkształtnego osobnika... przeraziłam się! nie chcę tak wyglądać! pierwszym małym sukcesem jest to ze nie zjadłam kolacji jak o 22.00 wróciłam do domu, co więcej, poszłam jeszcze biegać. właściwie bez większych wyrzeczeń mogę do Nowego Roku dobić do moich upragnionych 60kg, tym razem będę stosować dietę 1200 kcal. przy 1000 wytrzymuje max 1,5 tygodnia, potem moje ciało sie buntuje i stwierdza że nie da się zagłodzić.
trzymajcie za mnie kciuki!
Dodaj komentarz
Jestem taka zła na siebie! dzisiaj miałam egzamin, potem od razu do pociągu i 5 godzin jazdy, wszystko było pod kontrolą dopóki nie przyjechałam do domu, byłam taka głodna po tej podróży... nie wdając się w szczegóły 2000 kcal poszło jak nic, jeszcze do tego cały dzień pada i nie miałam siły i ochoty iść biegać. A już zaczynało mi wychodzić... ale nie poddam się tak łatwo! od jutra wracam na wojenną ścieżkę z moim tłuszczykiem, nie muszę już siedzieć w książkach więc jutro wybiegam się za wszystkie czasy! niech leje i wieje, ale jutro muszę w końcu się ruszyć!
Z dobrych wiadomości odkryłam własne mięśnie na brzuchu! gdyby nie te sadełko to byłby 6pak

Dodaj komentarz
dzisiaj poszło mi zaskakujaco dobrze. pochłonęłam w porywach 1200kcal, to troche za duzo, ale w ogóle nie czuję głodu, pozatym wolę chudnąc wolniej, niz potem mieć jo-jo. boli mnie tylko że w poniedziałek mam egzamin poprawkowy, muszę siedzieć na tyłku i się uczyć

a tak bym poszła pobiegać, albo jakkolwiek inaczej się poruszać. jutro na obiad robię lasagne ze szpinakiem, mam nadzieję że uda mi sie nie pochłonąć połowy blachy
Dodaj komentarz
dzisiaj od samego rana mam kryzys, jak już robiłam tą smutną kanapkę z pasztetem sojowym(nie zrobiłam zakupów

) to wiedziałam że dzisiaj będzie cięzko. po kanapce stwierdziłam że to stanowczo za mało dla takiej baby jak ja i zjadłam jeszcze piętkę od chleba z tymże pasztetem, po godzinie nie wytrzymałam i zeżarłam 4 suszone daktyle. wiem że to niby niewiele, ale to dopiero 3 dzien diety a ja już mam chwilę słabości, mówi się trudno,nic z tym już nie zrobię, bulimiczką nie jestem. będę się dzisiaj faszerować herbatkami i jakoś dotrwam do wieczora
Dodaj komentarz
dzisiaj w końcu dokładnie sie pomierzyłam, zaraz po wstaniu na czczo. eh,całą resztę jakoś bym zniosła, ale ten mój brzuch...
Dodaj komentarz