dzisiaj od samego rana mam kryzys, jak już robiłam tą smutną kanapkę z pasztetem sojowym(nie zrobiłam zakupów

) to wiedziałam że dzisiaj będzie cięzko. po kanapce stwierdziłam że to stanowczo za mało dla takiej baby jak ja i zjadłam jeszcze piętkę od chleba z tymże pasztetem, po godzinie nie wytrzymałam i zeżarłam 4 suszone daktyle. wiem że to niby niewiele, ale to dopiero 3 dzien diety a ja już mam chwilę słabości, mówi się trudno,nic z tym już nie zrobię, bulimiczką nie jestem. będę się dzisiaj faszerować herbatkami i jakoś dotrwam do wieczora