Niedziela nic nie robienia. Poza porządkami wokół własnej osoby niewiele robiła. Włosy ufarbowałam i paznokcie zmyłam. Mnie się zwykły lakier nie trzyma i dzisiaj już połowy lakieru nie było. Machnęłam po nich odżywką 8 w jednym firmy EVELINE, która jest super i jakoś wyglądają. Za dwa dni będą hybrydy i na jakiś czas spokój i wygląd.
Zrobiłam mój serniczek galaretkowy, tym razem z mrożonymi malinami. Naszła mnie ochota w samą porę bo nadjechali niespodziewani goście i było do kawy. I całe szczęście , że przyjechali bo wyszedł taki smaczny że sama bym całość spałaszowała. A tak chwila i po serniczku. Taki serniczek ma tak mało kalorii że można go jeść. Bo co to za kalorie skoro w nim chudy homoserek, galaretka i owoce.
Odżywianie w weekendy mam zawsze zakłócone. Przez cały tydzień organizm przyzwyczaja się do posiłków o stałych porach a weekend te pory są zmienione. Obiad jemy wcześniej a potem jak przychodzi zwykła pora to jeść się chce. To samo z kolacją. W porze wczesno-kolacyjnej tak mnie ssie że trudno czegoś nie zjeść. Tyle, że wtedy nie podjadam ale zjadam normalny posiłek. Do nocy tylko jakiś owoc zjem bo już najedzona jestem.
Pogoda od rana w kratkę raz pada, raz słońce i chłodno. Wyszłam na mały spacer ale bez kurtki bym zmarzła. Teraz ciśnienie leci w dół i ogarnia mnie coraz większa senność. Nie lubię tych ogrodników. Niby wiadomo, że to chłodne dni zwykle ale po trwających dniach cieplutkich to jakby krzywda się działa.


