Zaczełam nową pracę. Fantastyczną pracę moich marzeń. Wszystko wydaję się być ok, prawda? Oj, nie...błąd. Wraz z moją pracą, moja dieta i jakiekolwiek dobre nawyki, które zdążyłąm nabyć- rozpłynęły się w powietrzu.
Wstaję rano i THANKS God - jem śniadanie (jakoś 7:20), poźniej o 12,13 lub 14 - owoc, bądź jogurt (powinnam jeść coś na ciepło, z warzywami, ale jakoś wstydzę się

, dodatkowo przydałaby się stała pora posiłku, najlepiej 12:00), wracam do domu o 17 i jem obiad (często w ogóle nie jestem głodna i rzucam się na jedzenie dopiero o 19...) How cool is that, huh?

Totalna rozpierducha, zero planu, zero systematyczności! Aa, i nie ćwiczę - nic, a nic!

Świadoma każdego grzechu, który popełniam - powtarzam je. Kara za nie może być bardzo sroga i zmarnować moją wizję niebiańskich wakacji...Czas pokutować. Pokornie...
źródło: Tumblr